Panie Marszałku! Wysoki Senacie! Miałem szczęście, że moją nauczycielką matematyki była studentka i doktorantka Banacha, pani Władysława Mrożkiewicz, lwowianka, osoba, która, mimo że wcześniej żadnych skłonności do matematyki nie przejawiałem, przekonała mnie do tej matematyki. Przez wiele lat słuchałem różnych jej opowiadań o tym, jak to było we Lwowie, o co chodziło, na czym to wszystko polegało. Muszę przyznać, że część tych wiadomości już uciekła mi z pamięci. Wiele jednak udało się zebrać, ponieważ osoba ta żyła bardzo długo – miała dziewięćdziesiąt siedem lat, jak umarła. I w związku z tym bardzo dużo wiem na ten temat. To, co tutaj usłyszeliśmy, czyli to, że innych, nawet niepochodzących ze świata nauki, możemy ustawić w jednym szeregu z Banachem, jest stwierdzeniem, z którym absolutnie zgodzić się nie można. Tak jak powiedziano, w naszej historii pojawiło się tylko dwóch takich – Kopernik i Banach. Kopernik był faktycznie matematykiem. Wystarczy przeczytać kilka jego pozycji – a właściwie jedną, główną, która została wydana dopiero rok po jego śmierci, ponieważ ze względów taktycznych nie można było wydać jej za jego życia – aby wiedzieć, na czym to wszystko polega. A dlaczego Banach jest taki ważny? Dowodem jest na przykład największa na świecie liczba cytowań z publikacji matematycznych i powoływania się, pobił pod tym względem nawet słynnego Hilberta. Dzisiaj to nie ulega wątpliwości. I dzisiaj Niemcy klęknęli przed Banachem. A przecież mieli Banacha do dyspozycji w czasie wojny, ale być może opatrzność spowodowała, że nie rozumieli wtedy jeszcze tego, że mają w zasięgu matematykę, której im zabrakło do uruchomienia bomby atomowej. To pierwsza rzecz – cytowania. Oczywiście to, co tutaj usłyszeliśmy… Banach dzisiaj nie miałby szans w naszym systemie szkolnictwa wyższego. Proszę państwa, gdyby się pojawiła komisja akredytacyjna w klasycznym wydaniu na uczelni we Lwowie, toby Banacha jako pierwszego za drzwi wyrzuciła, kazała skreślić go z listy osób, które firmują matematykę, ponieważ posiadał on tylko, jeśli określać to dzisiejszym językiem, licencjat, a zgodnie z ówczesnymi pojęciami – tak zwaną połówkę studiów. Chciałbym coś powiedzieć od siebie. Otóż pracując wiele lat w Polskiej Akademii Nauk, miałem możliwość jeździć po świecie. I to, czego nam tutaj brakuje, a z czym stykałem się wszędzie… Mianowicie chodzi o to, że gdzieś indziej znacznie więcej wiedzą o naszej nauce i naszych naukowcach, aniżeli my sami wiemy. Kiedyś w Osace na wykładzie wszedłem do sali profesorskiej i cofnąłem się, ponieważ zdawało mi się, że przez pomyłkę tam się znalazłem, a było tam bardzo dużo osób. Ale kolega, który mnie tam zaprosił, powiedział: tak, proszę wejść, to przedstawię cię tym, którzy przyjechali na wykład. No i co się okazało? Byłem tym – wtedy to zrozumiałem – który miał możność skorzystania z tego, co we wcześniejszych czasach wypracowali właśnie naukowcy we Lwowie, w Warszawie, w Krakowie, ponieważ oni stworzyli fantastyczną opinię o polskiej matematyce. Wstydziłem się swojej niewiedzy, przyznaję, ponieważ ci Japończycy wiedzieli znacznie więcej o polskich matematykach, aniżeli ja wiedziałem – a główne pytania dotyczyły właśnie nazwiska Banacha – i to ja nie umiałem odpowiedzieć na wiele pytań dotyczących historii polskiej matematyki. Dlatego też doceńmy to, co mamy, bo zazwyczaj naszym mankamentem jest to, że nie cenimy tych wielkich rzeczy, osiągnięć, zwłaszcza naukowych, które wypracowali nasi rodacy. Wiele by można powiedzieć o Banachu. Mam tutaj pewien materiał, który udostępnię, jeśli ktoś jest zainteresowany; to mniej więcej dwieście stron z różnych źródeł, pisanych przez różne osoby. To fantastyczna sprawa, warta przepięknego filmu, zwłaszcza to, co związane jest z wątkiem bomby atomowej. Coś spowodowało, że oczy Niemców zostały przesłonięte i nie umieli oni skorzystać z tego, co mieli pod ręką. A kim był Banach dla polskiej nauki? Przywołam słowa Steinhausa, odkrywcy i najbliższego przyjaciela Banacha: „Jego najważniejszą zasługą było przełamanie raz na zawsze i zniszczenie do reszty kompleksu polegającego na poczuciu niższości Polaków w naukach ścisłych”. To jest to, w związku z czym protestowałem. Banach nie był biedny. Banach miał naprawdę przyzwoite warunki i chyba szczęście do niego się uśmiechnęło – tyle, że nie znał matki. Miał naprawdę przyzwoite warunki i nigdy temu kompleksowi nie podlegał. Łączył w sobie iskrę geniuszu z jakimś zadziwiającym imperatywem wewnętrznym, który mu mówił słowami poety: „Jest to tylko jedno: żarliwa gloria rzemiosła!”. A matematycy wiedzą dobrze, że ich rzemiosło wiąże się z tą samą tajemnicą, co rzemiosło poetyckie. Wielu stawia te dwie dziedziny bardzo blisko siebie. Mnie się wydaje, że jeśli ktoś zna dobrze jedną z nich, ale naprawdę dobrze, profesjonalnie, to podpisze się pod tym stwierdzeniem. Myślę też, że powinniśmy naprawdę z największą czcią odnieść się do tego, że jest to studwudziestolecie urodzin kogoś, kto nasz kraj wyniósł tak wysoko w sensie międzynarodowym. Dziękuję bardzo. (Oklaski)

Keyboard shortcuts

j previous speech k next speech